sobota, 6 lutego 2016

002 | On another love, all my tears have been used up






- Denerwujesz się? - spytał Mario, a przez jego twarz przebrnął niepokój. Nie chciał, by przyjaciel znowu się w to pakował. Widział, co przeżywał Reus po powrocie z Brazylii i nie miał ochoty oglądać tego ponownie. Stracił jakikolwiek szacunek do dziewczyny, ale przez wzgląd na Ann zgodził się na wysłanie jej tego cholernego zaproszenia na ślub.

- Nie, znaczy.. Minęło tyle czasu. Nie wiem co zrobię, jak ją zobaczę - odparł szczerze młody blondyn. - W dodatku muszę jakoś ukryć ten fakt przed Amy.

- Pomożemy ci - powiedział Fornell, podnosząc się z fotela. - Razem na pewno coś wymyślimy.

Po upływie piętnastu minut, kumple Marco opuścili posiadłość, lecz Götze, dostrzegając pogorszony humor najlepszego przyjaciela, nie mógł zostawić go samego.

- Kochasz Cailin? Proszę, powiedz mi prawdę, Reus.

- Zwariowałeś?! - uniósł się młody Niemiec. - Jedyne co do niej czuję to nienawiść. Zostawiła mnie bez słowa wyjaśnienia i nie chce mieć z nią nic wspólnego.

- Już się bałem, że to wszystko wróci - skwitował szatyn, a w drzwiach domu pojawiła się Amy z siatkami pełnymi zakupów.

- Hej Mario, miło cię widzieć - przywitała się. - Jak przygotowania do ślubu?

- Wszystko w porządku - pokiwał dumnie głową. - Kto by pomyślał, że za trzy dni się ożenię. Gdyby ktoś powiedział mi to rok temu, z pewnością bym go wyśmiał.

- Na każdego przyjdzie czas - oznajmił Reus, obejmując w pasie swoją ukochaną.

- Dobra gołąbeczki! - zakomunikował Sunny. - Ja się będę zbierał, bo Ann z pewnością nie może się doczekać mojego powrotu.

Po wyjściu przyjaciela, w apartamencie Marco zapanowała niekomfortowa atmosfera.

- O kim mówił Mario zanim weszłam? - zapytała brunetka, krzyżując ręce na piersi.

- O nikim ważnym - odpowiedział, a jego wszystkie mięśnie gwałtownie się spięły. Widząc, że dziewczyna nie odpuszcza, czuł się tylko gorzej z tym, że musi ja okłamywać.

Westchnął, zacisnął pięści i uparcie dążył do przekazania informacji, które na razie musiały wystarczyć.

- Cailin to moja siostra, z którą nie utrzymujemy kontaktu - powiedział z dużą pewnością siebie w głosie.

- Nigdy mi o niej nie mówiłeś - skrzywiła się partnerka piłkarza. - Czy to na pewno twoja siostra, Marco?

- Kochanie, nigdy bym cię nie okłamał - podszedł bliżej i położył dłonie na jej biodrach. - Cailin jest moją siostrą, ale bardzo zraniła mnie i moją rodzinę. Proszę, nie każ mi do tego wracać. Kiedyś ci opowiem.

Dziewczyna uśmiechnęła się i pocałowała usta chłopaka.

- W porządku. Przepraszam, nie chciałam naciskać.

Za to właśnie ją kochał. Zawsze stawiała jego dobro nad swoje.



***



21 czerwca 2015



Ponad pięćset kilometrów od Dortmundu, w stolicy Wielkiej Brytanii, Cailin Russo, owa "siostra" młodego piłkarza, siłowała się ze swoją walizką. W dalszym ciągu nienawidziła się pakować i najchętniej ominęłaby ten punkt każdego wyjazdu. W tym przypadku ratował ją fakt, że po niezręcznej wyprawie do Niemiec, wylatuje na krótki urlop wraz z Christianem i synkami. Rzeczą oczywistą dla niej było to, że zamierza spędzić w Westfalii możliwie jak najmniej czasu. Zrezygnowała nawet z opcji poprawin, by maksymalnie zmniejszyć szansę na bezpośrednią konfrontację z Reusem. Nie jest tchórzem, po prostu nie wie, co musiałaby mu powiedzieć. Nie wie kompletnie nic; czy ma kogoś, czy o niej pamięta i wreszcie: co o niej myśli.

- Gotowa? - spytał Christian, opierając się o drzwi garderoby.

- Ani trochę - odparła Cailin, a na jej twarz nie mógł trafić nawet najmniejszy uśmiech. Była po prostu szczera. 
- Skoro tak cię to męczy, może po prostu odmów? - zaproponował. - Myślę, że jeśli teraz jeszcze ich powiadomisz, nic złego się nie stanie. Wypadki chodzą po ludziach.
- To nie w moim stylu, wiesz o tym. Jeśli odmówię, domyślą się, że coś jest nie tak, a tego najbardziej chcę uniknąć - powiedziała bardzo pewnym tonem. Sama nie wiedziała, skąd się o to bierze. - Dorosłam, Christian. Oczywiście, że nie mam ochoty na rozmowę z Marco   i nie jestem na nią gotowa, aczkolwiek nie mogę uciekać od tego w nieskończoność. A już na pewno nie kosztem ślubu Ann i Mario. Więc jeśli Reus będzie chciał porozmawiać, zrobię to.
- Jesteś bardzo dzielna - przytulił ją do siebie. 
- Staram się. Dla siebie. Dla nas. I dla chłopaków.

***

W tym samym czasie przyszła pani Götze, próbowała wszystkiego, by wydusić od swojego narzeczonego powód, dla którego zachowuje się tak nieswojo. Wszyscy wiedzieli, że Mario jest bardzo roztrzepany, wszędzie go pełno, a teraz jakby o tym zapomniał. 
- A może ty po prostu zmieniłeś zdanie? - wypaliła Ann Kathrin zupełnie bezradna.
- Kochanie, nie opowiadaj głupot - zaśmiał się szatyn. - Po prostu... Martwię się o Marco. Nie wiem co będzie, jeśli zobaczy Cailin, a ja nie chcę, by miał z nią cokolwiek wspólnego. Już raz o mały włos nie doszło do tragedii.
Dziewczyna wstała i podeszła do okna. Jej również nie podobała się ta sytuacja. Nie rozumiała, dlaczego to wszystko potoczyło się tak, a nie inaczej. Zachowanie Marco, kiedy jeszcze nie znał się z blondynką, było wręcz karygodne. Kobiety na jedną noc, zabawa ich uczuciami... Gdy pojawiła się Russo, mężczyzna bardzo się zmienił, wydoroślał. Tylko po co? Został tak potraktowany, jak tamte dziewczyny. Gdyby chodziło o inną osobę, powiedziałaby, że zasłużył. Lecz nie Marco. Był jej bardzo bliski, chociaż wcześniej nie mieli tak dobrego kontaktu. 
Ann obiecała sobie, że bez względu na wszystko, będzie chciała dowiedzieć się prawdy od Cailin. Nie zostawi tego tak, chociaż miałaby ryzykować ich przyjaźń.
- Rozumiem Cię, Mario, ale może Marco będzie chciał z nią porozmawiać? W końcu należy mu się jakieś wytłumaczenie.
- Lepiej żeby nie rozmawiali - zasugerował. - Woody niedawno się pozbierał, układa sobie życie na nowo. Niech to wesele zakończy się bez żadnych problemów, bo tego już nie wytrzymam.
- Przecież Cailin też ułożyła sobie życie - powiedziała Niemka, a żczyzna otworzył szeroko oczy ze zdumienia. - No tak... Napisała mi w mailu, że "przyjdziemy", a to oznacza tylko jedno.
- Ma kogoś.. - odparł zdenerwowany piłkarz.
- Teraz już nic nie rozumiem! To chyba dobrze, że każde z nich ułożyło sobie życie, prawda? Już nic ich nie łączy. Kochają kogoś innego.
- Ale ona nie zasługuje na coś takiego - wtrącił się Mario. - Nie zasługuje na miłość. Zachowała się jak ostatnia idiotka, która patrzy tylko na czubek własnego nosa. I możesz być pewna, że nie zapomnę jej tego powiedzieć. Może Reus udaje, że zapomniał, ale ja doskonale o tym pamiętam.


__________________________
 
  
    Dodaję zgodnie z obietnicą. Jestem bardzo ciekawa co myślicie, więc dajcie mi znać w komentarzu :) Do następnego!




wtorek, 10 listopada 2015

001 | Waiting for a change to come. You know you're not the only one





Odstawiając pusty już kubek po herbacie na stół, kobieta wstała i udała się do przedpokoju sprawdzić, kto też dobija się o tak wczesnej porze. Otworzyła drzwi z grymasem na twarzy i spojrzała na osobnika. 
- Dzień dobry, przesyłka dla pani - oznajmił łagodnym głosem listonosz, wystawiając do niej niedużej wielkości pakunek, oraz kartkę w celu pokwitowania.
- Dziękuję bardzo - mruknęła i zamknęła za nim drzwi.
Brunetka zaklęła pod nosem, gdyż przy odpakowywaniu pudełka, zraniła się we wskazujący palec. Zostawiając nieszczęsną przesyłkę na kanapie w salonie, skierowała się do łazienki i po chwili odetchnęła z ulgą, gdy zimne krople wody łagodziły krew, która bezwładnie płynęła strużkami po jej długim palcu. Gdy już opatrzyła sobie małe zadrapanie, spowrotem wróciła po niewielką przesyłkę. Jednym ruchem wyciągnęła drugi pakunek, na którym ozdobną czcionką napisane było jej imię i nazwisko. Domyślała się, co to takiego. Kiedy już wreszcie dotarła do najważniejszego elementu, uśmiechnęła się pod nosem. Było to zaproszenie na ślub jej przyjaciółki, z którą tak dawno się nie widziała, ani nie miała żadnego kontaktu. Trudno stwierdzić, czy można je jeszcze nazwać przyjaciółkami. 
Za pół roku miał odbyć się ślub Ann Kathrin Brömmel i Mario Götze. 
Cieszyła się ich szczęściem i tym, że mimo wszystkiego o niej nie zapomnieli, ale bała się. Cholernie bała się tam przylecieć "jak gdyby nigdy nic". Musiałaby przecież powiedzieć prawdę. Przyznać się, wytłumaczyć.. Wyjaśnić swoje postępowanie. 
Ale czy rzeczywiście musi tak postąpić? 
Czy rzeczywiście musi mówić im wszystko? Może dałoby się pominąć parę faktów... Zacząwszy od dwójki małych brzdąców, którym podporządkowana własną karierę, oraz mężczyznę, zajmującego ważne miejsce w jej obecnym życiu. 
Zerknęła jaszcze raz na zaproszenie, które zawierało informację; "Z osobą towarzyszącą". Christian był osobą, którą powinna była ze sobą zabrać. Zawsze ją wspierał, był przy niej, a przede wszystkim - nie naciskał. Wiedział, że Cailin ma problem z otworzeniem się na nową miłość, ale była dla niego tak ważna, że postanowił cierpliwie czekać na jej ruch. Skoro on się poświęcił, ona również powinna. Postanowiła, że nie będzie robić z niego przyjaciela, bo po prostu nie wypada. Nie zamierzała potwierdzać przybycia telefonicznie, by zaprzestać zadawaniu pytań, dlatego wybrała drugą opcje odpowiedzenia na propozycję. Zadecydowała, iż wiadomość przyśle jej mailem. 

Droga Ann!
Jestem niezmiernie szczęśliwa, że postanowiliście wraz z narzeczonym, zaprosić mnie na najważniejszą uroczystość Waszego życia, lecz z drugiej strony, jestem bardzo zaskoczona. Po tylu latach, w których nie odzywałam się do Ciebie, nie zapomniałaś o mnie. 
Mam nadzieję, że będzie czas na chwilę rozmowy. 
Oczywiście zaproszenie przyjmujemy i dziękujemy. Na sto procent będziemy.
Do zobaczenia.

 
***


Wychodząc z Signal Iduny Park, blondyn zlokalizował swojego Astona Martina, który na całe szczęście nie był zaparkowany bardzo daleko. Rozdał parę autografów, zapozował do zdjęć i z uczuciem ulgi odjechał z parkingu w stronę swojej posiadłości. 
Od pamiętnych wakacji minęło już trochę czasu, a z jego biegiem, wiele rzeczy uległo diametralnej zmianie. Najistotniejszą jest jednak fakt, że ma do kogo wracać. Ma osobę, która czeka na niego z ciepłym obiadem, miłym słowem, oraz po prostu wsparciem. Otóż, razem z Chloe od ponad czterech miesięcy tworzą związek, oparty przede wszystkim na zaufaniu. Brunetka pracująca w dobrze rozwiniętej korporacji swego ojca, posiadająca nienaganną figurę, której pozazdrościć mogłaby jej niejedna kobieta, totalnie zawładnęła sercem blondyna. Nikt z jego otoczenia nie spodziewał się, że po ogromnym zawodzie miłosnym związanym z Cailin, po tym co przeżywał, jak bardzo się zmienił, będzie mógł obdarzyć kobietę prawdziwym uczuciem. Oczywiście był okres, w którym wrócił do swoich dawnych upodobań, ale to właśnie Chloe spowrotem sprowadziła go na ziemię. I za to był jej najbardziej wdzięczny. Pokochał ją za to, że traktowała go jak normalnego mężczyznę, który po raz kolejny doświadczył zranienia, lecz tym razem ze zdwojoną siłą. Nie oceniała go, ale bardzo pomogła stanąć na nogi.
Wyjeżdżając na swoją posiadłość, dostrzegł samochód Kaula, którym jego przyjaciele dotarli pod jego dom. W pierwszej chwili był zaskoczony, lecz po chwili przypomniał sobie, ze dziś to jego kolej przyjmowania małpiszonów pod swój dach. Popołudniowe spotkania, które przyjęły nazwę "męskich wieczorów", miały charakter bardzo oficjalny. Piwo, przekąski, najlepsi kumple oraz spajająca wszystko w całość Fifa, były wyznacznikiem idealnego wieczoru.
- Miałeś być dwadzieścia minut temu, Reus! - zaczął wydzierać się w niebogłosy Marcel, gdy tylko klubowa jedenastka opuściła swój wóz. - Ostatnią rzeczą, o jakiej marzymy jest całowanie twojej pięknej klamki.
- Też się cieszę, że was widzę - odparł gospodarz, wpuszczając przyjaciół do środka. 
Po paru minutach, prowiant przygotowany przez Chloe oraz butelki z piwem leżały już na stoliku. Robin włączył Play Station, na kartce szybko rozrysowali sobie drabinkę i w oka mgnieniu rozpoczął się pierwszy mecz, w którym to Armino jako Duma Katalonii, podejmował u siebie Kanonierów - ulubioną drużynę Leciniego.

***

- Ej, sędzia! - wolał poirytowany Kaul, przegrywając z Reusem w finale. - Zluzuj majty!
- Jak w Fifie, tak i na boisku Kaul - nabijał się Marcel, nie dając zapomnieć przyjacielowi o ostatniej, otrzymanej żółtej kartce za symulowanie.
Robin miał przygotowaną ripostę, ale przerwał mu dzwonek do drzwi. Najszybciej zerwał się Lecinii i moment później, w salonie stał Mario Götze, który najwyraźniej mial do przekazania jakas wiadomość.
- Marco, nie uwierzysz - zaczął szatyn, nadmiernie gestykulując.
- Co się stało?
- Ona przyleci...
- Co? O czym Ty mówisz? - zapytał blondyn, niebardzo rozumiejąc wyznanie przyjaciela.
- Kto przyleci? - dopytywali się pozostali.
- Cailin! Będzie na ślubie!
Szok, niedowierzanie, a nawet zdenerwowanie... Przez twarz młodego Niemca w ułamku sekundy przemknęły tak różne emocje, ze nawet on sam nie potrafił ich zidentyfikować.


***

Od autorki: Tą część miałam napisaną już jakiś czas temu, ale zastanawiałam się co robić. Wszystko macie wyjaśnione TUTAJ pod rozdziałem.
A co do tego, to podoba mi się. Nie jest za długi, ale zawiera wszystko to, co chciałam. Jak widzicie, w życiu naszych głównych bohaterów pojawiły się drugie połówki. Jak sobie to wszystko wyobrażacie? Jestem bardzo ciekawa ;)

Ściskam mocno!


Szablon wykonany przez Lady Spark